Dowód prowokacji

Pełny tekst maila ze scenariuszem pułapką. Mail wysłany z biura posła Joachima Brudzińskiego do Antoniego Macierewicza w dniu 23.01.2014 roku.

W załączniku był mój mail do Kaczyńskiego ze Scenariuszem pułapką. Narzędziem prowokacji. Sumienny asystent przesłał kopię tego maila do mnie w ten sposób zdobyłem  niepodważalny dowód rozpoczęcia prowokacji w styczniu 2014 roku.

Scenariusz zamachu

Pełna wersja scenariusza pułapki

Prawdzie o zamachu potrzebny był wieloaspektowy dowód, umożliwiający sformułowanie spójnego scenariusza zamachu. Takiego dowodu dostarczył profesor z USA. Swoim odkryciem wskazał, iż brzoza złamana została przed katastrofą. Jest to koronny dowód zamachu. Tłumaczy prosto i spójnie gdzie był wybuch, dlaczego nie ma śladów materiałów wybuchowych itp. Zupełną nowością jest, wskazanie po raz pierwszy spójności dowodu zamachu z dowodami z czarnych skrzynek. Ignorowanie tego aspektu byłoby błędem szkodzącym idei zamachu.

Formułowanie scenariusza zamachu, zacząć należy od oczywistego faktu. Złamana wcześniej brzoza nie mogła urwać skrzydła w dniu katastrofy, gdyż była w tym czasie już złamana. Mógł to zrobić tylko wybuch. Prosta logika tego następstwa dociera do każdego, jest sama w sobie samonośnym cennym walorem dowodu. Jednak najważniejszy aspekt zmieniający radykalnie kwestię zamachu, to pojawiający się po raz pierwszy dowód wskazujący, iż zamachowcy działali z zamiarem upozorowania wypadku. Bo po cóż mieliby łamać wcześniej brzozę i wbijać w nią metalowe elementy skrzydła?

Złamana wcześniej brzoza, to przełom w sprawie zamachu. Przy czym należy wykluczyć wiatr jako sprawcę, gdyż nie mógł wbić w brzozę elementów skrzydła. Scenariusza zamachu z upozorowaniem wypadku, potwierdzają skutki działania zamachowców. Udał im się zamach i jednocześnie upozorowali wypadek. Poświadczyło to dziesiątki specjalistów badających katastrofę i duża część społeczeństwa. Jedni ustalili, że wypadek lotniczy jest przyczyną katastrofy, drudzy uwierzyli w wersję wypadku. W tych nowych okolicznościach, wszystkie dowody wskazujące na wypadek lotniczy, również odczyty z czarnych skrzynek, świadczą w istocie o zamachu ze skutecznym upozorowaniem wypadku. Jest oczywiste, iż zamachowcom musiało zależeć, aby dokładnie wszystko wskazywało na wypadek, nie tylko brzoza. Musieli zadbać, aby nie pozostawić śladów wybuchu. Przede wszystkim zadbali aby czujniki samolotu nie zarejestrowały wybuchu. Tylko przy takich zapobiegliwych działaniach, upozorowanie wypadku ma sens. Dlatego, materiały z czarnych skrzynek były przekazane Polsce w stanie nienaruszonym. Miały stanowić twardy dowód „wypadku” lotniczego. Dowód profesora z USA wskazujący na upozorowanie wypadku, jako oczywiste następstwo realizacji tego zamiaru, wyklucza pozostawienie śladów wybuchu przez zamachowców!

Urwanie skrzydła przez wybuch, musiało nastąpić w czasie przelotu nad złamaną brzozą z użyciem tzw. techniki kontrolowanej katastrofy. Technika ta znana jest powszechnie z widowiskowego niszczenia wielkich konstrukcji. Za pomocą niewielkich ładunków umieszczonych w newralgicznych miejscach obiektu, narusza się konstrukcję obiektu. Resztę dokonują prawa fizyki. Analogicznie w zamachu, niewielkie mikro ładunki nadwerężyły skrzydło, nie urywając go. Duże siły działające na skrzydło, doprowadziły do samo urwania skrzydła, pozorując urwanie się skrzydła poprzez „zderzenie” z brzozą. Samolot po utracie części skrzydła przestał być sterowny i katastrofa była już nieunikniona. Zadziałały prawa fizyki.­

Ocenzurowany fragment – nie wysłany Kaczyńskiemu: Warunkiem zamachu jest naprowadzenie samolotu nad złamane drzewa i brzozę, inaczej złamanie drzew przed dniem zamachu nie miałoby sensu. Samolot nie był dronem. ­­Precyzyjnego naprowadzenia samolotu nad brzozę musiała dokonać polska załoga Tu-154.Piloci zamachowcami – nieunikniona konsekwencja przygotowań i przebiegu zamachu.

Zamachowcy nie byli amatorami. Za wykonawcami stoi potęga wojskowa, dysponująca technikami kosmicznymi. Przygotowanie mechanizmu do drobnej destrukcji w konstrukcji skrzydła, nie mogło stanowić żadnego problemu. Kilka mikro wybuchów (niekoniecznie z tradycyjnych materiałów wybuchowych) odpalonych w odpowiedniej kolejności i w odstępach (sekwencyjnie), nie mogło zostać wykryte przez czujniki w samolocie. Zamontowanie wszystkiego łącznie z radiowym detonatorem, podczas remontu samolotu, też nie było trudne. Nowy dowód odpiera często podnoszony zarzut, iż zamach wyklucza wypadek. Nie działa to w sytuacji gdy wypadek jest upozorowany w celu zatuszowania zamachu. Upozorowanie wypadku prawie by się udało, gdyby nie nowy dowód Profesora z USA, demaskujący zamiary zamachowców.

Za działania szkodzące sprawie zamachu i wyjaśnieniu pełnej Prawdy Smoleńskiej, należy uznać hasłowo podnoszone sprawy takie jak: sprawa śladów wybuchu (trotyl), różne miejsca wybuchów i urwane skrzydło. W dotychczasowych tezach, kwestie te wprowadzały niepożądany niespójny bałagan. Nie można uporczywie doszukiwać się śladów wybuchu i trotylu, dostarczając jednocześnie dowodu, że nie może ich tam być. Takim samym błędem jest wskazywanie wybuchów w coraz to innych miejscach i wygiętych puszek, mających dowodzić wybuchu w kadłubie, skoro kluczowy dowód wskazuje, iż jedynym i wystarczającym do zamachu miejscem wybuchu jest skrzydło. Co właśnie potwierdzają dowody. Niespójne, hasłowo traktowane sprawy, bez prostego i spójnego scenariusza, podważają wiarygodność idei zamachu, narażając idee na ataki i ośmieszanie, na czym cierpi wizerunek partii.

Ryszard Lendas