
Kto i dlaczego miałby widzieć Ziemię w kaftanie bezpieczeństwa! Historia, która rzuca nowe światło na nas i na nasze miejsce we Wszechświecie
Rok 1990.
Sonda Voyager 1 jest ponad 6 miliardów kilometrów od Słońca. Jest już poza orbitą Neptuna. „Powoli” opuszcza Układ Słoneczny. NASA planuje wyłączyć kamerę na pokładzie sondy dla oszczędzania energii.
Astronom Carl Sagan – choć nie mówił tego głośno – marzył aby, zanim zgasną oczy sondy skierowane ku gwiazdom, spojrzeć dla ludzkości… na samych siebie. Uważał, że powinnyśmy zobaczyć nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Dlatego, gdy inżynierowie NASA szykowali się do wyłączenia kamer Voyagera, traktując je jak zbędny balast na drodze ku międzygwiezdnej ciemności, Sagan stanął im naprzeciw ze swoim pomysłem. Był zdeterminowany, nie próbował prosić.
On żądał.
Wiedział, że to będzie ostatni moment, ostatni oddech światła, zanim sonda zniknie w zimnej pustce, gdzie nie ma już nic – ani planet, ani słońca, ani nawet ludzkiej pamięci.
„Odwróćcie ją” – powiedział. „Niech spojrzy na nas”.
W jego głosie było coś, co sprawiło, że nikt nie odważył się zapytać „po co”. Każdy z ekipy jakby wiedział, że kiedyś, gdy jacyś Obcy zapukają do nas, będziemy potrzebować dowodu, że potrafiliśmy choć raz spojrzeć na siebie z odpowiedniego dystansu.
Voyager posłuchał. Obrócił się powoli, jakby niechętnie, jakby sam rozumiał, że to spojrzenie będzie ostatnim.
I wtedy stało się coś, czego nie przewidział nikt – nawet Sagan. W obiektyw wpadł promień światła, refleks od Słońca, przecinając kadr jak ostrze. A w tym ostrzu, w tej smudze kosmicznego blasku, zawisła Ziemia.
Maleńka.
Bezbronna.
Jedna jedyna.
Mała Niebieska kropka.

Ziemia widziana z sondy Voyager 1
(to nie jest grafika – to fotografia)
Tak wygląda NASZ DOM z perspektywy sześciu miliardów kilometrów. Tak wygląda wszystko co kochaliśmy, wszystko czego się baliśmy i wszystko co kiedykolwiek zbudowaliśmy.
I tak właśnie zobaczą nas kiedyś jacyś Obcy zbliżając się do Ziemi. Nie zobaczą nas:
– jako imperium,
– jako istoty zdolne do wojny,
– lecz zobaczą nas jako pyłek zawieszony w świetle.
Sagan wiedział, że to zdjęcie będzie świadectwem:
Nie naszego triumfu, lecz kruchości. Nie potęgi,
lecz SAMOTNOŚCI…
Może właśnie dlatego nalegał wtedy tak uparcie – bo przeczuwał, że kiedy nadejdzie dzień kontaktu, Obcy nie będą pytać o nasze miasta, nasze armie ani nasze granice… bo TEGO, nawet z najbliższego Kosmosu zwyczajnie nie widać!
Jacyś Obcy zapytają o coś znacznie prostszego:
Czy wiecie, jak mali jesteście?
A my…
TY…
Ja… będziemy mogli odpowiedzieć:
Tak. wiemy… Widzieliśmy…
I dlatego tamto zdjęcie Ziemi z Voyagera 1, uświadamia nam ciągle, jaką niewielką część Wszechświata zajmujemy. Cała historia ludzkości, jej kultura, miłości, troski… miliardów Istot, nasze osiągnięcia i konflikty – wszystko to, mieści się na tej jednej maleńkiej niebieskiej kropce…
TO NASZ DOM!
Z perspektywy nawet bliskiego Wszechświata, nie dostrzeże się granic, narodów, podziałów — ich zwyczajnie nie widać. Ale widać coś innego… widać jak bardzo bez znaczenia jest wiele naszych wydawałoby się fundamentalnych sporów i prawd!
Rok 1990, to był czas gdy specjalnie nie roztrząsano kwestii Obcych w różnych kontekstach. Nie było przesłanek uzasadniających twierdzenie, że Obcy…
nogą do nas wrócić…
po cokolwiek,
po odpowiedź,
po rachunek,
czy choćby nawet dla samego kontaktu.
Mało kto wtedy… i dzisiaj raczej też nie robi z tej kwestii sprawy nadającej się na światowe nagłówki. Dla opinii publicznej, kwestia OBCYCH to:
„nie ma sprawy”,
nie ma wiedzy,
nie ma świadomości,
zwłaszcza tej… że OBCY już tu kiedyś byli!
KIM JESTEŚMY?!
Jest jeszcze inna nieuświadamiana powszechnie perspektywa. Również bardzo „bliska”… ale już nie z naszego kosmicznego podwórka. Perspektywa ekscytująca i zarazem prowokująca do trudniejszych pytań i… jeszcze bardziej wymagających odpowiedzi!
To spojrzenie na Ziemię
z perspektywy naszego najbliższego kosmicznego sąsiada: z układu gwiezdnego oddalonego „zaledwie” o 4,24 roku świetlnego od Ziemi — to spojrzenie z perspektywy układu/gwiazdy Proxima Centauri, czerwonego karła z trzema planetami: b, c i d.
Najbardziej znana i najciekawsza planeta z tych trzech, to Proxima Centauri b (1,3 masy Ziemi). Krąży w tzw. strefie „zamieszkiwalnej”. Oznacza to istnienie potencjalnych warunków sprzyjających powstaniu życia. Teoretycznie było to możliwe, choć występujące rozbłyski jej gwiazdy mogły utrudniać utrzymanie życia na powierzchni planety. Nauka nie wyklucza przypadku powstawania przez miliardy lat cyklicznej formy życia — od powstania do zagłady, z powtarzaniem takiego cyklu. Życie mogło też powstać tam pod ochroną skorupy planety — pod jej powierzchnią. Astrofizyka i biofizyka nie wykluczają takiej możliwości. Przykładem jest zagłada form życia na Ziemi, kojarzona z epizodem wyginięciem dinozaurów i z późniejszym ponownym rozkwitem jeszcze bogatszych form życia w tym istot rozumnych.
Odległość Ziemi do najbliższej planety z innego układu gwiezdnego, znajdującej się w strefie możliwej do powstania życia, do Proxima Centauri b, to odległość „zaledwie” 4,24 roku świetlnego (1 rok świetlny, skrót: 1 ly).
Odległość 4,24 ly, to dużo czy mało? Ziemia widziana z odległości sondy Voyagera 1 jest wielkości kropki. Jak może wyglądać Ziemia z odległości najbliższej nam gwiazdy i jej planety Proximy Centauri b? Wielkość Ziemi będzie widziana jako tyle razy mniejsza, ile razy odległość z Proximy Centauri do Ziemi jest większa od odległości z Voyagera do Ziemi.
Ziemia z „małej” perspektywy Voyagera — była kropką. Odległość z Proximy do Ziemi jest: 6 700 razy większa — oznacza to, że widoczność Ziemi z okolic najbliższej gwiazdy, będzie tyle razy gorsza. Ziemia widziana z odległości Proximy Centauri będzie:
6 700 raz mniejsza… od kropki!
Ziemia nie będzie widoczna!
Aby Ziemia była widziana jak kropka z odległości Proximy trzeba by ułożyć obok siebie 6 700 „Ziem” widzianych z odległości Voyagera. Dla przypomnienia: Ziemia jako kropka była widziana z odległości 6 miliardów kilometrów. Tak więc, z najmniejszej możliwej perspektywy gwiezdnej, z odległości planety Proximy Centauri B, Ziemia nie jest nawet pyłkiem!
Inaczej to ujmując,
z pespektywy Wszechświata,
z odległości naszego najbliższego sąsiada,
z najbliższego Kosmosu…
nie ma NAS…
nie ma nas dla nikogo!
Mała niebieska kropka podkreśla kruchość naszego istnienia w kontekście ogromu otaczającej nas pustki Kosmosu, jest symbolem ukazującym,
KIM JESTEŚMY — MY Ziemianie
z naszą planetą Ziemią
jesteśmy NICZYM dla Wszechświata!
**Esej Obcy wrócili i… czym jest i czym nie jest? **
- Obserwatorium – patrzy w niebo naprawdę.
Prowadzi badania naukowe, używa teleskopów, zbiera dane. - Planetarium – pokazuje niebo z zebranej wiedzy.
Służy edukacji, popularyzacji wiedzy, wyświetla symulacje kosmosu na kopule. Ilustruje niebo nad głowami. - Esej „Obcy wrócili i…” – sejsmograf sensu.
Nie patrzy w niebo przez teleskop i nie wyświetla nieba na kopule.
— jest miejscem interpretacji. Przybliża wiedzę o Wszechświecie,
która pojawia się między danymi a świadomością.
Esej o Obcych, jest miejscem, w którym kosmos spotyka ludzką świadomość — to miejsce gdzie kończą się wykresy, a zaczynają się pytania: co odkrycia czynią z nas? Obcy wrócili… do nas po to, byśmy mogli zobaczyć siebie z odległości gwiazd. To tekst o najbliższym Kosmosie. W głównej mierze esej Obcy wrócili i...
TO SĄ DRZWI…
Gdy je uchylisz, Wszechświat nie wejdzie do środka… to Ty wyjdziesz na zewnątrz! Zobaczysz Ziemię, ludzkość i samego siebie — z perspektywy gwiazd… a Wszechświat nie odpowie Ci na ważne pytania… on zada je Tobie… Gdy spojrzysz na Ziemię z jego wysokości, odkryjesz…
że to nie Obcych należy się bać!
Esej Obcy wrócili i…
to pierwsza linia graniczna, po przekroczeniu której, Wszechświat nie będzie musiał już tłumaczyć się ze swojej ciszy… To Ty… i my wszyscy będziemy musieli wytłumaczyć się z siebie i odpowiedzieć sobie na kolejne trudne pytania:
Czy możemy jeszcze stać się Cywilizacją Wszechświata? Czy też pozostaniemy rozumnymi istotami odizolowanymi od odwróconego od nas Wszechświata. Czeka nas odpowiedź na niepokojące pytanie, które powinno wybrzmieć teraz i głośno:
Czy chcemy i czy jesteśmy gotowi, by ktoś nas tu znalazł i dojrzał, że to my sami jesteśmy zagrożeniem dla samych siebie, że jesteśmy zagrożeniem dla Innych?
Raczej nie zobaczymy Obcych i raczej ONI nie zobaczą nas bez użycia wyrafinowanej technologii… nam jeszcze na razie niedostępnej. W tym kontekście pozostają ciągle otwarte i ważne pytania:
Czy Obcy do nas już dolecieli?
Czy my dorośliśmy do spotkania z Obcymi?
Tych pytań przemilczeć nie można… czas je zadać z powagą i spojrzeć na możliwą odpowiedź, byłby to:
**Pierwszy krok naszego gatunku ku cywilizacji **
KIM JESTEŚMY?!
Gdy patrzymy w nocne niebo, widzimy gwiazdy tak, jak wyglądały lata temu. Dzieje się tak z powodu olbrzymich odległość i z powodu prędkości rozchodzenia się światła. Proxima Centauri widziana przez nas z półkuli południowej, świeci światłem, które opuściło ją, gdy na Ziemi trwał jeszcze rok 2022. Z kolei 61 Cygni, jedna z najbliższych gwiazd, ale widziana z półkuli północnej, przysyła nam swój obraz sprzed ponad dekady. To nasi najbliżsi sąsiedzi — pierwsze punkty na mapie, którą moglibyśmy nazwać „naszą okolicą”.
Ale ta okolica jest bezlitosna. Do najbliższej gwiazdy Proximy jest 40 bilionów kilometrów pustki. Między nami a 61 Cygni — ponad 100 bilionów. To dystanse, których nie da się pokonać szybciej, niż pozwala na to astrofizyka. Nawet gdyby wyruszyć do gwiazd z prędkością najlepszych rakiet z napędem chemicznych, bo innych nie mamy, to podróż trwałaby dziesiątki tysięcy lat. Dłużej niż cała historia Homo Sapiens. Daleko mamy do jakichkolwiek Obcych. Jeśli więc liczymy:
że ktoś kiedyś nas ocali,
że ktoś przyleci,
z technologią,
z mądrością, podpowiedzią
— to musimy zrozumieć jedno:
NIKT NIE ZDĄŻY!
Wszechświat nie jest celowo wrogi.
On jest po prostu obojętny z powodu odległości.
A my, na naszej małej niebieskiej kropce, mamy wciąż jeszcze wybór: Możemy stać się Cywilizacją — przez duże „C”, która rozumie swoją kruchość i swoje miejsce w kosmosie. Albo możemy pozwolić, by nasze światło zgasło szybciej, niż dotrze do najbliższej gwiazdy. W skali Wszechświata nie jesteśmy nawet pyłem. Jesteśmy chwilą — błyskiem, który może zniknąć, zanim ktokolwiek zdąży go zauważyć.
I właśnie dlatego musimy przestać liczyć na ratunek z gwiazd… Musimy nauczyć się myśleć o sobie i powinnyśmy ratować sami — siebie.
Bo jeśli nie my, to nikt.
A jeśli nie teraz, to już nigdy.
Nie musimy się też obawiać Obcych
— chyba że…
sami zrobimy coś złego… sobie…
i co gorsze… nie tylko sobie!
Załóżmy, że Obcy tu byli i dawno temu pozostawili ślad…

Mapa części rysunków na płaskowyżu w Peru, nad rzeką Nasca River

Zdjęcie lotnicze jednego z rysunków (kolibra)

Dwa olbrzymie rysunki z Nasca na statku Obcych
OBCY wrócili.
Nie po to, żeby nas podbić. Nie po to, żeby nas zbawić. Nawet nie po to, żeby z nami rozmawiać… Wrócili jak audytorzy: Patrzą, liczą, porównują… I widzą to, czego my nie chcemy widzieć: Widzą, że istoty rozumne z planety Ziemia, pędzą prostym kursem… nie ku Cywilizacji! Pędzą z dumą, z flagami, z hymnami i z uśmiechem istot, które naciskają pedał „dalej”, choć ekrany krzyczą:
OSTRZEŻENIE!
Na skłóconej Ziemi nie ma autorytetu, który mógłby wcisnąć hamulec rozsądku dla zwolnienia pędu ku samozagładzie. Na Ziemi nikt nie dokona manewru zawrócenia z kursu wzajemnego wyniszczania.
Nie uratują Ziemi:
— politycy,
— nawet właściciel prywatnej „Rady Pokoju”,
— żadni przywódcy dowolnego innego „mocarstwa”,
— ONZ,
— religie niosą prawdy, ale bez bezstronności,
— wielkie umysły nauki nie mają posłuchu…
Wszyscy i każdy z nich z osobna,
zawsze sądziliby świat…
w którym sami są oskarżonymi.
Jedynym, kto spełniałby warunek akceptowanego obiektywizmu w stosunku do istot z planety Ziemia, byłby ktoś z zewnątrz
— nieuwikłany:
- w ziemskie plemienne konflikty,
- granice
- i święte racje!

Tyle że… kosmos nie jest pogotowiem ratunkowym…
- nie będzie „Prezentu” od Obcych,
- nie będzie kontaktu z Obcymi,
- nie będzie cudownej ewakuacji…
Będzie tylko to, co zrobimy sami… oraz być może wiedza o historii drugiej wizyty Obcych, którzy nieoczekiwanie wrócili i…
Jeśli mamy zejść z kursu na samozagładę, musimy spojrzeć na mapę, jak i gdzie się kierować… Musimy wykazać determinację i dojrzeć do spojrzenia na samych siebie, zdobyć się na samokrytyczną odpowiedź na kluczowe pytanie…
…KIM JESTEŚMY
I DOKĄD NAM ŚPIESZNO!!!
Istotom z planty Ziemia drogę może wskazać historia wizyty Obcych. Opis może stać się inspiracją do obrania kursu w kierunku stania się JEDNĄ Z CYWILIZACJI WSZECHŚWIATA?
ZEGAR ZAGŁADY
Jak źle jest z nami, ilustruje projekt — Zegar Zagłady (Doomsday Clock). Zespół naukowców sygnalizuje w nim rosnące ryzyko cywilizacyjne, nuklearne, klimatyczne oraz zagrożenie związane ze sztuczną inteligencją. Projekt intelektualny ostrzega jak blisko nam do samozagłady LUDZKOŚCI. Wyskalowany jest w sekundach przed północą. Ilość sekund symbolizuje: Ile umownych sekund jest do samozagłady!

Według najnowszych wskazań z końca stycznia 2026 roku, Zegar Zagłady ustawiono na 85 sekund do północy. To skrajnie pesymistyczne ustawienie w historii projektu.
KIM JESTEŚMY!
Esej Obcy wrócili i… przedstawiony w nim obraz Ziemi z perspektywy Obcych, przybliża proces staczania się Ziemian (Ziemniaków z planety Ziemia) bez opamiętania ku samozagładzie.

Esej, to ocena nas z zewnątrz! Zapraszam do lektury obrazu i głosu Obcych. Dotknijmy Obcych i ich opinii o nas z bliska.

Nieinwazyjne zabezpieczenie Obcych przed zagrożeniem ze strony Istot z planety Ziemia!
OBCY SĄ JUŻ BEZPIECZNI, a my… przed nami?
Ryszard Lendas
Istotna uwaga:
Teksty epizodów na witrynie lendas.pl, są streszczeniami tekstów przygotowanych do wersji drukowanej eseju Obcy wrócili i…